12.09.2005
Ostatnio lubie zakonczyc dzien jakims milym akcentem typu butelka wina plus ser. Jak zrezekne sie sera na rzecz drugiej butelki wina trzeba bedzie pomyslec o jakiejs milej pracy fizycznej i o tym, by zbierac wrazenia z upadlania sie by w przyszlosci, najpewniej posmiertnie zostac uznana pisarka. A tak na powaznie, to do tego wina jakis mily film, na przyklad wczoraj udalo mi sie obejrzec prawie w calosci "A long goodbye" Altmana i przyznaje, ze swietnie sie bawilam. Oczywiscie ostatnie 40 minut przed zasnieciem wole spedzic nad ksiazka wiec czmychnelam do wyra wsluchujac sie w mila plyte, ktora byla swego rodzaju wycieczka we wspomnienia, a pamiec niestety to raczej koronki utkala niz gobeliny, zatem duzo dziur w obrazach z przeszlosci widze, nie mniej jednak... Wlasnorecznie i bardzo niechlujnie(dzis Luby jest juz wiekszym pedantem przy tej okazji) skompilowana plyta best of George Turnau. I sie rozzewnilam. Zwlaszcza przy wersach Baczynskiego "Znow wedrujemy cieplym krajem/ malachitowa laka morza/ ptaki powrotne umieraja/ wsrod pomaranczy na rozdrozach". Sluchal;ismy z Lubym tej plyty podczas wspolnego wyjazdu do Klopotna. Im jestem starsza tym bardziej luibie klopotno jako miejsce, natomiast mam dosyc wakacji z rodzina w komplecie, dlatego marzy mi sie spedzic tam tydzien z Lubym i Emilem, BEZ babci, BEZ mamy, BEZ kuzyna, BEZ wujostwa z Niemiec, BEZ BEZ BEZ! Natomiast Lubego absolutnie nie kreci taka perspektywa, wiec przynajmniej na jakis czas musze odlozyc swoje pragnienia na polke w biblioteczce. Sam tekst z kolei kiedy go sobie przedstawiam w obrazach, przypomina jak zywo wschod slonca w Llanes. Wszystko sie zgadza i malachitowa laka morza i pomarancze powiedzmy, w kazdym badz razie robi sie cieplej na sercu. "Linoskoczek" natomiast kojarzy mi sie z jeszcze inna opcja i tu wracam do punktu wyjscia historii, a mianowicie do wina. Otoz do firmowych win zdecydowanie sie dorasta. Owszem mam juz za soba upijanie sie tanim winem, czy tez nalewka i to wlasnie wtedy kiedy poznalam faceta z marzen, przystojnego, troskliwego, takiego, co to wysyla smsy o tresci "widzimy sie juz za 159 minut" a po pieciu minutach "widzimy sie juz za 154 minuty". I tenze facet mial mnie za porzadna dziewczynke, a przynajmniej chcial takowa ze mnie uczynic zakazujac mi picia alkoholu i palenia papierosow, a ja wowczas bardzo lubilam pic alkohol i palic papierosy, myslec o smierci sluchac strasznych czarnuchow i tylko wieczorami, kiedy ogarniala mnie melancholia w kazie pokoju wlaczalam sobie jakies Grechuty jakies Turnauy, bo jak mi murzyn krzyczy "Niga" "Bicz" "Smouk UID" to troche nijak do nastroju sie miewa. (oczywiscie ubarwiam i koloryzuje, bo moze przez dwa miesiace w zyciu sluchalam Onyxu i Geto Boys, no ale to juz cos, bo to akurat te dwa miesiace wtedy). No i niestety chodzilismy wtedy wszyscy do takiego klubu, ktory sie nazywal katakumby i byl tuz nad Odra. Jego niebywala zaleta byla sprzedaz alkoholu nieletnim, natomiast wada byl absolutny brak kibli. Zatem kiedy mowilam mojemu wspanialemu chlopakowi , ktorego mi zazdroscily kolezanki, ze ide sie odlac na zewnatrz to szlam i pokazywalam kolezankom jak ladnie umiem pic wino "na hejnal" czyli do dna za jednym zamachem, udzielajac przy tym instrukcji, w miare jak znikaly kolejne butlki. Potem wracalam a moj chlopak mowil "daj buzi" a potem sie bulwersowal i mowil jak te kobiety w dramatach co leca w niedziele na polsacie "Znow pilas".
No oczywiscie. Im bardziej on byl dla mnie i im bardziej nie chcial, tym bardziej mnie sie podobalo. Umawialam sie z kolegami (jeden juz swietej pamieci ale na zawsze w naszych sercach) na palenie marihuany (uuuuu) na boisku legendarnej szkoly LO numer 9 i na picie winiakow domowej roboty. No i coz, moja milosc odeszla zadzwoniwszy uprzednio do mojej matki, ze palilam wspomniana marihuane(uuuuu) a potem jakby picie wina marki wino samo przeszlo i po dwoch latach wogole nawet nie pilam alkoholu i tak mi zostalo na czas jakis. No ale co to ma do "Linoskoczka", tyle, ze potem jak sie rozeszlismy to wygrzebalam gdzies plyte i sluchalam do znudzenia, az mi zbrzydlo i w odwecie sciagnelam z internetu, bo wtedy wszystkie fajne albumy byly tylko w internecie, albo u kolegi na cd-rach (z internetu w mp3 wypalonych na audio) wszystkie nastrojowe utwory Krusha i SHadowa, ktorych dorobek na tamte lata nie byl tak imponujacy jak teraz.
Ale skoro juz o tym mowa, to kolega z pracy pozyczyl mi, ale tylko na okolicznosc recenzji dj`a Kentaro no i jest on niezlym kotem. Zwlaszcza dodatkowe DVD dolaczane do "On the wheels of solid steel" rzadzi. Ale ja od zawsze w calym turntablizmie najbardziej jaralam sie beat jugglingiem, stad ten dodatek z opcja multi-angle zrobil na mnie najlepsze wrazenie. Wiec polecam.

Synowi tez sie podoba jak dj robi plyta takie piski, juz nawet umie nasladowac, i robi wtedy iiiaaa iiiaaa, w odroznieniu od momentu, w kotrym nasladuje straz pozarna i robi ijjjaaaaijaaaaaijaaaaaaa

*on the other hand


6.24.2005
Człowiek wstaje rano pełen wigoru i animuszu. Ma 100 planów na dzień. Zjada pożywne śniadanie, oglada wiadomości, otwiera komputer, przynosi internet, załancza monitor, idzie po pocztę elektroniczną i bzzzzzzyt. Odechciewa się wszystkiego. Finito. Twoja energia została zużyta.
Następuje niespodziewany koniec dobrego nastroju. Wkurwiają setny raz powtarzane informacje o cenach ropy naftowej. Kolejny polityk wyruszający do walki o fotel prezydencki- dosłowne odczytanie tej metafory przynosi przykrą świadomość istoty całego zamieszania- kreuje nam na wizji nowych wrogów. BÓJCIE SIĘ! nadchodzi Rosja, która lekceważy potęgę mocy i nie podaje Polsce ręki na siemasz.TO NASZ WRÓG.
BÓJCIE SIĘ! Ameryka nas nie szanuje.TO NASZ WRÓG. PRAWDZIWY WRÓG DEMOKRACJI POSTKOMUNISTYCZNEJ.
BÓJCIE SIĘ! politycy ciągle kupują nowe samochody.ONI, nie my . ONI CI Z NOWYMI SAMOCHODAMI TO WROGOWIE!.
BÓJCIE SIĘ! Niemcy idą po nasze.
BÓJCIE SIĘ! BAlcerowicz nie chce odejść.
TRWOGA TRWOGA TRWOGA.
I przyjdę JA.
Albo JA.
i JA WYELIMINUJĘ INNYCH WROGÓW.i będę tylko JA.
czyż ne lepiej mieć wroga, którego się bsamemu wybrało?
A potem. Niczym ostatni gwozdz do trumny przywieziony w systemie last minute audio tele dzwoni piaty jezdziec apokalipsy- Babcia Lubego.
Dlaczego nie dzwonicie? Stara babcia moglaby umrzec, a wy co?
A my nic. Im bardziej sie nas naciska tym mniejsza mamy ochote. Tacy juz jestesmy...
I teraz zamiast konczyc zajawkowy artykul o streets, na ktorego napisanie mialam od dawna ochote probuje sie podpompowac energetycznie sluchajac "yes ayah" i "feel so good" wiadomych nerdow ze skandynawii. My tak mamy rodzinnie- kazdy ma swoj ulubiony utwor Looptroopow.
Slucham tez "Number song" bo to sa brzmienia, ktore najbardziej lubie w hip-hopie. I teraz zazdroszcze kolegom, ktorzy odgrodzili sie szczelna kurtyna negacji terazniejszosci i zyja tylko ta muzyka, ktora byla wydana przed Y2K. Przed szalem na nerd timbalanda bounce denzall i just tina. Bo oni ciagle czuja funk i maja zajawke. A ja sie czuje jak piernik i moze nawet bym poszla na impreze, ale chyba wole zostac w domu pic karmi, bulwersowac sie na zapach marihuany unoszacy sie wokol ciuchow lubego, oraz myslec co by bylo gdyby...

Sesje mam juz za soba. Tydzien trwal moj kuraz po studenckich stresach, ale po raz pierwszy od dawna mam "wakacje" z czystym kontem.

Ostatnio jestem wulkanem emocji. Stresy znosze tak zle, jak nigdy dotad. Przed egzaminami spalam po 3 godziny, przez pol dnia nic nie jadlam, krecilam sie po domu jak nie powiem kto lub co nie powiem po czym bo poprawnosc polityczna mi nie pozwala(bojcie sie poprawnosci politycznej!APAGE!). Za to kiedy Mama Lubego opowiada historie o tym, jak ojciec jednego z dzidzikow z rejonu wykorzystywal swojego niespelna rocznego synka, dostaje zwyczajnej histerii.
Natomiast na banalne problemy niedoszlych raperow i jakies dziecinne wonty reaguje ostrym wkurwieniem. Tak, tak. Stworzyliscie potwora...

Dusiolek jest z nami juz pol roku. To dopiero checa. Teraz ma swoje najlepsze miesiace, a ja juz prawie zapomnialam jak traumatycznym i bolesnym przezyciem byl porod. To magia ludzkiej psychiki i pamieci, ktora pozwala zyc. I caly czas zadziwia mnie jego obecnosc.To, ze nie bylo nic i nagle jest czlowiek. Wczoraj widzielismy sie z przyjaciolka mamy Lubego, ktora od lat mieszka w Stanach. Ja nic nie dziwi, ja zadziwiam sie wszystkim. Budze sie rano i patrzy na mnie para wielkich chabrowych oczu, usmiechaja sie do mnie male slodkie usteczka a w policzkach robia sie rozkoszne doleczki, i zadziwiam sie codziennie nad cudem narodzin. I mysle, ze tego malego, doskonalego, jeszcze niczym nie skazonego czlowieka mogloby nie byc i podziwiam wtedy kobiety ktore swiadomie (podkreslam znaczenie swiafdomosci wszelkich konsekwencji) podejmuja decyzje o aborcji, bo ja na dzien dzisiejszy nie umialabym zyc po czyms takim normalnie.


6.16.2005
Obejrzelismy wczoraj w koncu "Wesele" Smarzowskiego, i wiecie co? To był na prawde przerazajacy film. Straszniejszy niz dwa pierwsze Hellraisery razem wziete. Coz znacznie mniej prawdopodobne bylo do niedawna, ze kupimy na targu kostke otwierajaca brame Cenobitom, niz wesele w podobnym klimacie. Moze nie tak dramatycznym, zeby (uwaga- ci co nie widzieli filmu opuszczaja to zdanie) przechandlowac mnie za kradzone Audi, ale z podobna doza hipokryzji i zalosnej, wiesniackiej pompatycznosci.
Gdzies w gelbi ducha drzemie ta stereotypowa wizja slubu. Pieknie, uroczyscie, w kosciele. Kobieta jak ta biala lilija niewinna i nieskalana stapa do oltarza w rytm mendelssona.I wogole cod miod i symbolika. Problem polega na tym, ze (dam sobie reke uciac za to) wiekszosc slubow w kosciele i tak zawieraja ludzie, ktorzy wbrew wszelkim przykazom moralnym i wbrew Katechizmowi Kosciola Katolickiego wspolzyja ze soba przed slubem. W koncu taka jest presja srodowiska. "Twoj idol przelecial pierwsza panienke w wieku 14 lat, nie mow, ze Ty w tym wieku nie trzymales za cycki chocby najbrzydszej kolezanki w szkole". "Twoja ukochana wokalistka miala pierwsza skrobanke tuz po 16 urodzinach, a Ty? Kiedy mialas swoja pierwsza skrobanke?". Niepisana i zazwyczaj przemilczana tradycja jest tez posylanie do slubu kobiety juz ciezarnej, co jest ostatnim stadium hipokryzji i absolutnym zbeszczeszczeniem przykazan kosciola, w imie oczywiscie swietej krucjaty o milosc, gdzie w podtekscie pojawia sie haslo"zeby ludzie nie nazywali Ciebie dziwka, a dziecka bekartem". Zasciankowosc i duchota moralna.I niby z jednej strony wszyscy mowia o owych legendarnych wartosciach(z ktorymi malo kto obcowal), ale jak przychodzi co do czego, to okazuje sie , ze w rodzinie malo ktore dziecko zostalo poczete juz po slubie, no chyba, ze od pokolen panuje patologiczne wczesniactwo.
Ja osobiscie nie moge narzekac na hipokryzje moich rodzicow, bo jak by nie patrzec urodzilam sie 10 miesiecy po ich slubie, jednak az mi sie przykro zrobilo gdy pierwszym pytaniem po euforii ogarniajacej , zwlaszcza mojego ojca w temacie wnuka, bylo "no, to kiedy slub?". I tu polowa rodziny nagle zawiesila sobie na oczy klapki, a w uszy polprzepuszczalne stopery zatknela. Bo jak bysmy wyraznie nie mowili, slyszeli tylko pol zdania "Slubu nie bedzie(tu przestawali slyszec) teraz, odbedzie sie w swoim czasie, jak dziecko bedzie starsze, a Dominika dojdzie do siebie po porodzie i pierwszych miesiacach wychowywania" Ta koncowka juz dla nikogo nie byla wazna. Istotne bylo to, ze urodzi sie bekart, szatan, uaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!! Beda go w szkole palcami wytykac, a my nie ejstesmy popularnymi aktorami, zeby tak nie brac slubu. Po kilku miesiacach nerwowych pertraktacji dotarlismy do sedna sprawy. Wbilismy tym ludziom do glow, iz nazbyt sie szanujemy, zeby urzadzac jakies przedterminowe slubiki w pospiechu.
No nic. Poniewaz Hiszpania juz prawie jest zaplanowana, teraz myslimy o podrozy poslubnej. I tylko gdzies tam smutek sie momentami pojawia, ze juz bez tej bialej sukni, bez symboliki nalezytej, ale najzwyczajniej - nie wypada, a poza tym Luby chyba i tak nigdy by sie nie zgodzil.


3.18.2005
Tydzien temu (z gorka) miasto tonelo w snieznych zaspach, dzis tapla sie w wodzie. Przyszedl Wielki Roztapiacz i poczynil spustoszenie i oszpecenie. Az sie czlowiekowi nie chce nosa wysciubiac z domu a tu obowiazki krzycza i popiskuja z kazdej szczeliny, oraz wysylaja mentalne smsy do sumienia "zrob cos stary, bo ona znow zajmuje sie pierdolami, zamiast dazyc do naszego spelnienia". Wczoraj przedzieralam sie dziarsko z wozkiem na drugi koniec miasta, do swojej biblioteki tylko po to, by uslyszec, ze ksiazki, ktore zamowilam przez internet, mimo, ze dostalam potwierdzenie, sa juz dawno wyporzyczone i wogole nieprawda. I po chuj ta baza internetowa? Gorzej... Wypisalam rewersy (ha! ale ze mnie student, polowa mojego roku nawet nie ma karty bibliotecznej, a 3/4 i tak uzywalyby jej jako uroczego zapychacza portfela z jeszcze jednym paskudnym polaroidowym zdjeciem), potem krecilam sie przez godzine, poniewaz Potezna Bibliotekarka, WIelki Zarzadca Umyslowego Poznania, WLadczyni Wszystkich Liter DUzych i malych, powiedziala "Ja nie zalatwie tego pani teraz (spojrzenie na wozek) ja wogole nie wiem czy to dzisiaj bedzie (Emil piszczy)pani pryjdzie za godzine" I musialam sie blakac po posiadlosci Kamedulow z przyleglosciami. Natknelam sie na swojego dziekana, widac, ze zmiekl na widok dziecka. Dobrze... WYkorzystamy ten atut podczas egzaminu:) Buty mi przemokly, widok na Warszawe ze skarpy byl oblesny, osiol schowal sie do budy, a Emil zirytowal sie chlodem panujacym w kosciele, Majestat Bozy absolutnie go nie krecil na ten czas.A ksiazek i tak nie bylo, chociaz wycwaniam sie i wypisalam wszystkie mozliwe sygnatury. Nie ma i chuj. Nie wyczaruje mi przeciez, "zaklepac" tez nie moze, ani puscic mejla jak bedzie, bo to jakas spoufalosc nadmierna z jej strony by byla. Czy ja sobie wyobrazam, ze bibliotekarka zbrata sie z ludzmi? Czy ktos widzial kiedys jak Sacrum chodzi za reke z profanum?
Ja, wczoraj. W teledysku Verby, ale to wyjatek. Ideal siegnal bruku, gdy koleszka w dresie usiadl przy fortepianie. Cale szczescie, ze oni nie na powaznie. Tylko Dla Forsy...
Zanim jednak nastapily roztopy wybralismy sie na spacer po Zoliborzu. Najpierw dookola cytadeli, potem waskimi uliczkami obsadzonymi przez urocze wille. To jedno z tych miejsc, ktore maja swoj klimat. Stolica mimo olbrzymich dziur beznamietnej zabudowy, ma takie punkty, gdzie az wszystko kipi i buzuje. Tylko kogo to obchodzi, poza mieszkancami? Kolezanka ze studiow powiedziala "a po co, przeciez nie jestem w Warszawy!"
No skoro tak...


3.10.2005
"zamknij oczy i wyobraz sobie, ze swiata nie ma, otworz je i zadziw sie swatem na nowo" tak powiedzial.
Szkoda, ze to nie dziala, kiedy w tle ktoras godzine z rzedu rozzewniony Dusiolek przezywa wyrastanie zebow.Niestety jeszcze nie jest w stanie poradzic sobie z gryzaczkiem, a wlasnymi paluchami skutecznie sobie kaleczy cala jame ustna. Coz nam pozostaje robic, jak nie czochrac go po obolalych szczekach? Przy calej swojej marudnosci zebowej jest dzieckiem uroczym i slodkim.
Mój ulubiony Douglas Adams w jednej z książek o detektywie Gentlym napisał, iż człowiek myśli o 7 rzeczach na raz... Wiec okres najbardziej tworczy przyada u mnie na moment kiedy mam duzo pracy i duzo nauki- a dziala to na prostych zasadach- kiedy nie musze myslec ani o pracy ani o szkole nie moge sie skupic takze na innych sprawach, bo staram sie zapchac pozostale 6 torow myslenia bzdurami, w ktore potem uciekam. A to zaczynaja z odmetow pamieci wyplywac na powierzchnie idiotyczne cytaty z rapowych utworow, bynajmniej nie tych najwyzszych lotow i potem przez godzine obijaja sie o puszke mozgowa jakies idiotyczne truizmy, jak ten z kawalka Echo "dodasz soli do wody to wiesz, ze bedzie slona". Sprobujcie sobie potem wybic z glowy taka durnote... Najgorzej jak nagle w pamieci przewijaja sie wszystkie teksty z pierwszej Molesty, albo fragmenty pierwszego wzgorza... Tutaj czlowiek mysli o sprawach podnioslych, bol istnienia, kapiel we wlasnym grobie, dzuma duszy, swiad egzystencjalny, albo przynajmniej czkawka przypadlosciowa, a tu nable ni stad ni z owad atakuje mentalnie radoskor co lubi skubanie, albo zajka-po angielsku stupid.
Poniewaz juz mam dosc tych idiotycznych pozytywek dla dzieci, ostatnio uzywam swiatecznej pozytywki z pudelka piernikow. Wlepiam spojrzenie w mechanizm, patrze jak maly bebenek z wypustkami przesuwa sie pod szczotkami. I mysle, ze wszedzie jest ta cholerna matematyka.Zero, nie ma dzwieku, jeden, jest dzwiek... I tak sie gapie a te szczoteczki podskakuja wygrywajac "we wish you a merry christmas" co brzmi dosc groteskowo w polowie marca. Nie mniej groteskowo niz nagly atak zimy w zimie, prawda?
W poniedzialek szlam z wozkiem przez Ursynow, choc szlam to zabawnie powiedziane, bo tak na prawde zaspy umozliwialy jedynie pchanie wozka i modltwe o kogos, kto choc troche odgarnie nietkniete ludzka stopa polacie puchu. A wszystko to na odcinku KENu miedzy Belgradzka i Bazantarnia. Moj ojciec powiedzialby na to "U nas we Wroclawiu nie ma takich problemow"...
Luby dodalby "jasne, Lysi juz sobie zalatwili, zeby nie grzeznac w zaspach kiedy ida po wznowienie Mein kampf"
Oczywiscie wszystko w tonie zartobliwym, acz prawdziwym;)

na koniec komunikat dla mediow: "gdy bedziesz szedl noca musisz wiedziec, ze moga spotkac cie wychodki psie"
tak mowi wzgorze.
amen.


3.09.2005
Sa dni, kiedy czuje sie jak smutna krowa, ktora daje smutne mleko, i sa dni lepsze. Jedno jest pewne, nawet jak sie zdazaja dni lepsze, nie nalezy zostawiac sobie na deser pracy z ludzmi takimi jak ten raper, ktory, kiedy zaczal robic bounce, okazalo sie, ze ten gatunekw Polsce jest undergroundowy.
"usmiechnij sie"
"ok. to lepiej sie nie usmiechaj..."
"to moze zrob lekcewazaca mine"
"to moze nie. moze badz naturalny"
"wesz co, jednak lepiej jak zrobimy to inaczej"
"najlepiej zaslon sie szklanka"
i tak przez godzine. Wokol nas krazyl pedalski menedzer kawiarni i donosil kolejne rekwizyty. A to grejfjucik, a to tulipanek na dzien kobiet, tylko o szklanke wody z lodem (za 4,50) nie moglismy sie doprosic.
I jak tu nie marudzic po takim wieczorze?
Jest mi trudno znalezc czas. Zwlaszcza na odpoczynek.Znow przegladanie poradikow mlodych rzodzicow napawa mnie frustracja. Zwlaszcza zdania "podczas waszej popoludniowej drzemki..." Jakiej popoludniowej drzemki? Moj swietnie rozwiniety syn, dostarczajacy mi uciech stu odbywa swoja popoludniowa drzemke podczas spaceru i to by bylo na tyle z dluzszych form snu w ciagu dnia. Chwalmy pana za sen nocny.Nie moge powiedziec, ze jestem udreczona macierzynstwem, nie jest zle, moge sobie pospac 7 godzin rozlozone na trzy raty. Emil jest strasznie pogodny, jesli tylko nie dolegaja mu bole brzuszne wywolane czy to lapczywoscia, czy to nerwami. Jakbym sobie nie starala radzic z zewnetrznymi objawami stresu- cy bylob y to picie niesmacznych zielsk, czy ukradkowe obgryzanie paznokci, czy moze podspiewywanie am so pritiiiiiiiiii ou sou priitiiiiiii z mysla o jacku Nicholsonie, syn nasz i tak wie lepiej. Mama jest zdenerwowana- czas na kolki.
Jak sobie pomysle o tych wszystkich kobietach na urlopie macierzynskim, to im zazdroszcze, przy czym jest to zazdrosc nie oczekujaca satysfakcji. Praca, choc teraz ograniczona do wywiadow i zdjeciowek, studia, opieka nad Dusiolkiem, wszystko to najczesciej swietnie sie sprawdza jako zapychacz tej olbrzymiej wyrwy emocjonalnej, tej pustki, ktora gdzies tam w srodku cicho pochrypuje "maaam cieeeeeeeee" "jesteeem tuuu jak doooooniuuuu". A skoro juz o tym mowa, to nawet nowa plyta Meziela z Tabbiwem nie cieszy jak kiedys, i choc gosci na niej mamy zacnych- czoloweczke andergrand music center ( "dalej synku, powiedz OBORNIK") czy orzecha, ktory jest tak mejnstrimowy, ze az o nim na tej odleglej (przesiakniejtej warszawa, jak napisal jeden z naszych czytelnikow slizgowych) prowincji pierwsze slyszymy- nie cieszy.
Z drugiej strony coz moze cieszyc czlowieka w kraju, w ktorym , jak napisal pewien poczytny dziennik brukowy, prezydent jest tchorzem, premier przeszedl do wlasnej opozycji, balcerowicz nie chce odejsc, a najmodniejsze w tym sezonie juz nie sa male pieski, a i-pody (tylko takiego malego pieska zawsze mozna oddac do schroniska, a co zrobic z ajpodem, ktory przeciez w przyszlym sezonie odejdzie do lamusa wyparty przez, dajmy na to podreczny makijaz w spreju z oryginalna smycza od gucciego?). Mnie na przyklad nadal cieszy czytanie. A jak juz przeczytam to mowie Lubemu "musisz to przeczytac". Wtedy on czyta i robi wokol tego zamieszanie medialne:) Teraz przerzucilam sie znow na komiksy. Po Sandmanie przyszedl czas na Dilberta i 1602, a w kolejce czeka Bilal. Nie dalam rady Mroziewiczowi i jego "Ucieczce do Indii" zdecydowanie nie mam teraz ochoty na czytanie o strasznym zyciu...



5 najbardziej wkurwiajacych rzeczy na dzis
1. dementywni agresorzy (nadpobudiwe babcie i dziadki)
2. ludzie stojacy z pelnymi koszykami do kasy "do 10 produktow"
3. zacinajacy sie odtwarzacz plyt CD
4. smiech Toma Hanksa w Ladykillers
5. brak synchronizacji miedzy moja i emilowa ochota na sen
bonus track- ludzie jako integralny element otaczajacego mnie swiata


2.02.2005
SPACER we dwoje jest dobry na wszystkie problemy, latwiej z siebie wyrzucic sprawy gryzace i zzerajace,
jakby bezmiar przestrzeni stwarzal pozory ulotnosci slowa. 4 sciany sprzyjaja zawisaniu, kiszeniu i truciu przez slowa, a to sprzyja zamykaniu sie w sobie. Chodzimy wiec z Lubym na spacery, zwlaszcza ja go ciagam, kiedy mnie jakis problem meczy. Jakas mysl nieprzystojna, jakis morderczy zamysl. Bywamy w Warszawie wieczorowa pora. Ostatnio nawiedzilismy sami Pola Mokotowskie. Wciaz mi sie w glowie nie miesci jak do wojny moglo tam funkcjonowac lotnisko... Wczoraj za to bylismy z Dusiolkiem w Krolikarni. Spoznilismy sie juz na wystawe. Przekasilismy lekki podwieczorek przycupnawszy na jednej z lawek ustawionych wokol dziedzinca. Snieg sypal delikatnie, cieple swiatlo pomaranczowilo ziemie wokol latarni. Ja popijalam sobie maslanke (z Radomia, gdyby to kogo obchodzilo, bo teraz najmodniejsza jest maslanka z Radomia.), luby wcinal bulke z pasta jajaeczna, ktora obok zoltawej mazi tak precyzyjnie wcieranej przez Lubego w kurtke zawierala szynke (nie podazamy za trendem wegetarianskim, wspieramy przemysl mordercow zwierzat i lubimy miec ich zwloki w zalodku, jak to zarymowal jeden ze znajomych) a Dusiolek pochrapywal w wozeczku, jak to ma w zwyczaju podczas spacerow.

AZ TU NAGLE... jak to zwykle bywa w takich historiach, mial nas dziadek sprinter. Wygladal na ubeka(pewno jest tam na tych wszystkich listach w ipeenach, ze trzy teczki ma, jedna fioletowa, bo to teraz modny kolor wsrod sluzb specjalnych, tylko ciii). Spojrzal tak, jakby udawal, ze nie patrzy i pomknal dalej.Lornetkowiec-obcinacz.

AZ TU NAGLE... kustykal w nasza strone inny dziadek. Uderzal miarowo laska w chodnik, wyraznie odbiegajac od pionu utrzymywal srodek ciezkosci dzieki strategicznie rozmieszczonym siatkom. Szedl i szedl, kustyk-kustyk. Mijajac nas zadzerzgnal rozpoznawczo.
-Ladny panstwo sobie tutaj zlobek zrobili
-No pewnie, pewnie, tu jest spokojnie i swieze powietrze.
i pokustykal dalej. W tym czasie ubek sprinter zdazyl juz okrazyc dziedziniec i minac nas. Dwa razy.
Tymczasem nasz kustykajacy staruszek powoli konczyl pierwsze okrazenie, po czym znow zagadnal
-Bo mieszkancy mokotowa to nie lubia swiezego powietrza.
-Wie pan, my z ursynowa tu przyjechalismy, bo tu tak spokojnie i swieze powietrze...
-ano , ano...
i pokustykal dalej wokol dziedzinca.
Spojrzelismy na siebie z Lubym i zwinelismy piknik z laweczki
-chocmy stad bo przy trzecim okrazeniu nie powtorze mu juz tego samego- stwierdzil Najlubszy
-Moze on po prostu laknie kontaktu z ludzmi?
-Ale ja nie lakne
-Ja tez wole czytac o ludziach, ksiazke w kazdej chwili moge zamknac i schowac pod lozko, a takiego

czlowieka? Z domu nie wyrzucisz...
Podziwialismy widok na Warszawe ze skarpy wislanej i nagle za nami to znajome kustykanie i ta sylwetka

skrzywiona wiekiem wywazona za pomoca siatek. Kustyk kustyk.
Ewakuowalismy sie w strone wyjscia, z reszta juz zamykali park wokol Krolikarni. A kustykanie nadal

slychac bylo za nami, tylko czlowieka nie widac. I tak gdzies tam nam zniknal dziadek umownie nazwany

Duchem Mokotowa, a ochroniarze zakneli za nami brame na 4 spusty...

PRACA. Bylam dzis z Dusiolkiem w redakcji, zeby troche odpochmurnic sobie nastroj, praca jako miejsce jest swego rodzaju ucieczka od nawalu WSZYSTKIEGO w domu. Niby w domu nic takiego nie robie, ogol podstawowych rzeczy, ale czuje taki cien przerastania. Co prawda jakis czas temu matka powiedziala , ze mnie podziwia. Ona. Mnie. Ale podziwia mnie za sile fizyczna przeciez, a to po prostu synteza dobrych warunkow fizycznych i samodyscypliny. Tak czy siak podziwia. Nie mniej jednak poznalam w pelni co to znaczy depresja poporodowa. Co za chujstwo.
O ile EMil zawsz eodstaje potwornych kolek po wizycie w gosciach lub gosci u nas (nestety) to pobyt w pracy jakos (odpukac) nie odbija sie na nim negatywnie. Moze to z powodu wzglednego spokoju w "moim" pokoju. Moze to, ze ja czuje sie tam dobrze. Moze grono redakcyjnych cioc i wujkow mu pasuje? Dzisiaj na przyklad poznal kolejnych dwoch wujkow-fejmowcow. WUjek Leszek i Wujek Juzek patrzyli i podziwiali. A mnie, ajko zdeklarowana grammatik-grouppie od-lat duma i radosc rozpierala:) Dusiolek z kolei strzelil popisowe- jestem-slodki-grzeczny-i-spokojny i zachecil kolejnych ludzi do posiadania wlasnego potomka... tak na powaznie to jest bardzo kochanym i spokojnym dzieckiem, daje mi pospac 8 godzin w dwoch blokach, a to duzo... WIem bo na poczatku jadl w nocy co 1,5 godziny...
ODPUKAC TFU TFU NA PSA UROK.

A na wieczorny chillout z synem najlepszy jest Questlove.